piątek, 4 października 2024

Trochę

    Spotykamy się na balkonach prawie o czwartej nad ranem w chwili niespodziewanej prawdy. Jest zimno, ale bardziej niż trochę znośnie, księżyc świeci mocno na jasnogranatowym niebie po którym sunie tylko kilka wąskich chmur. Pałac Kultury i Varso na zachodzie, i osnuty gęstym dymem z kominów Żerań na północnym wschodzie, miarowo wymierzają kolejne sekundy rytmem czerwonych świateł ostrzegawczych lamp.
    Wyszedłem na balkon gwałtownie, jest balkon niżej, może z zaskoczenia popuszcza gazy, a może to zupełny przypadek, ale to bardziej niż trochę ludzkie w tym momencie. Dym z papierosa, który zawsze mnie wścieka, tym razem sącząc się do góry i docierając do moich nozdrzy i skroni, o dziwo, nie przeszkadza, a raczej koi. Jestem zaskoczony tym spotkaniem w środku nocy, z zakłopotania kaszlę i pociągam nosem nerwowo, żeby świadomie zaznaczyć swoją obecność. Niemniej, fakt jest taki, że dziwnym trafem znaleźliśmy się tu razem.
    Słyszę jak spiołuje papierosa do popielniczki. Wbijam wzrok w centrum, ciepłownię i księżyc i też już wracam do siebie, aby nie móc zasnąć dalej. Czuję się bardziej niż trochę mniej sam. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz